Skończyłem liceum
Życie…i zdałem maturę. Uzyskałem wynik, na który nie ma co narzekać – 76% matma, 63% fizyka, 84% angielski pisemny i ustny 100% (na rozszerzeniach). Informatykę zdałem na 66%, ale nie ma co – zawaliłem.
Z takim świadectwem maturalnym mógłbym spokojnie podjąć studia na Politechnice Wrocławskiej, niestety z powodów niezależnych ode mnie co najmniej przez rok muszę zarzucić te plany… Tymczasem idę na Politechnikę Łódzką, od której próbowałem się za wszelką cenę odciąć, ale mam nadzieję, że po roku przeniosę się do pięknego miasta, jakim jest Wrocław.
Łódź nie sięga mu do pięt.
Oczywiście chcę studiować informatykę.
Miałem różne koncepcje dotyczące dalszej edukacji, ale chyba to jest to, co tak naprawdę chciałbym robić. Tymczasem najdłuższe w życiu wakacje (nigdy wcześniej ani nigdy potem takich nie będziecie mieli – jak mawiał mój matematyk z LO, szacun dla gościa) upływają mi na pracy i zajmowaniu się moimi projektami… O jednym z nich coś napiszę w następnej notce – będzie to modyfikacja do gry Soldiers: Ludzie honoru. Z patriotycznymi akcentami, oczywiście.
Skoro już powyżej wyraziłem się pozytywnie o swoim matematyku, to powiem jeszcze o nim kilka słów… Pewnie nikomu nie spodobał się jako nauczyciel – uchodził raczej za osobę niechętnie tłumaczącą zagadnienie, tylko rzucającą frazesami ‘znajdziecie na google’, ‘czytajcie w podręczniku’ itd. Ale jednej rzeczy chłopowi nie mam za złe: od początku do końca szkoły średniej przyzwyczajał nas do samodzielnej pracy, starając się nas trochę dyskretnie motywować i stymulować. Nie bał się z nami rozmawiać na różne tematy, nie związane z jego przedmiotem, można powiedzieć że starał się ubogacić nasze osobowości. Może chciał nas wesprzeć swoim życiowym doświadczeniem? Naprawdę dobry człowiek. Można powiedzieć, że jego lekcje rozwijały nie tylko matematycznie, ale i moralnie.
Się rozgadałem, a szkoła średnia już dawno za mną i pewnie w życiu tam już nie zajrzę.
Trzeba iść dalej i walczyć o swoje marzenia.